
Ludzie potrafią wyczuwać nie tylko smak słony, słodki, gorzki, kwaśny i umami, ale również "tłusty" - zaobserwowali naukowcy. Ich odkrycie może pomóc w walce z otyłością - informuje "British Journal of Nutrition".
więcej
Chcesz otrzymywać najnowsze wieści z dziedziny nauki zapisz się do newslettera

Pytanie do znawców - czy na biegunach ziemi znajdują się kontynenty? dlaczego pytam? bo straszy się nas, że po stopieniu się lodowców podniesie się znacznie poziom wody na ziemi co ma skutkować wielkimi powodziami! W szkole podstawowej na fizyce wpajano nam do głowy, że objętość lodu jest większa niż wody, wiadomo też że pływający lód zanurzony jest ca 8/10 pod wodą. Jeżeli ten cały lód pływa to po stopieniu zgodnie z prawami fizyki poziom wód powinien opaść, a nie się podnieść, no chyba, że leży on na kontynencie i po stopieniu wleje się do oceanów?
A może powołując się na powyższy artykuł już coś takiego miało miejsce w historii ziemi, po stopieniu się lodów z epoki lodowcowej poziom wód opadł o te kilkanaście, kilkadziesiąt metrów do obecnego poziomu?
Ciekawe jest to co napisales. Moze objetosc lodu jest niewiele wieksza od objetosci wody nie wiem szczerze mowiac nie chce m sie sprawdzac, ale wtedy te 2/10 lodu nad powierzchnia maja spore znaczenie. Tymbardziej ze tego lodu jest w pizdu :D
Otóż na biegunie np południowym znajduje się kontynent który jest obecnie wciśnięty zwałami lodu dość głęboko poniżej poziomu morza (a przynajmniej jest tak w dużej jego części). Oznacza to, że w razie stopienia lodu kontynent ten pewnie by się wynurzył co musiałoby mieć wpływ na poziom mórz i oceanów. Chociaż ja osobiście obawiałbym się mega trzęsień ziemi - rozciągniętych w czasie co prawda ale jednak obecnych, bo logicznym wydaje się, że pionowe ruchy fragmentów skorupy ziemskiej w jednym miejscu nie pozostaną niezauważone w innym. A teraz: Zadajmy naszym drogim ekospecjalistom zadanie: jak wydobyć z pod ziemi kontynent wielkości Antarktydy w możliwie krótkim czasie? Myślę, że na tak postawione pytanie odpowiedź brzmiałaby, że jest to technicznie niewykonalne, nierealne i szalone zadanie i musiałoby ono zająć jakieś 500 000 lat co postawiłoby znak zapytania nad sensownością takich zabiegów bo niby komu miałyby one służyć. A konkluzja? Skoro nie możemy zrobić tego celowo to czy możemy nieświadomie? A może niezależnie od wszystkiego ruchy tektoniczne powodują wzrost aktywności wulkanicznej, ta podnosi ilość co2 w atmosferze co wytapiając lody powoli wynurza Antarktydę powodując dalszy wzrost aktywności tektonicznej i wulkanicznej itd? W efekcie na ziemi pojawia się mnóstwo wody z roztopionych lodowców, znika znaczna częśc kontynentów, zwiększa się ogólna pojemność mórz i oceanów dla co2, który magazynowany na przestrzeni milionów lat w morskich odmętach jednocześnie znika z atmosfery powodując stopniowe ochłodzenie i zamarzanie wody w okolicy biegunów, które wpychają się na powrót w miejsce kiedyś opuszczone itd? I co ma do tego człowiek swoimi marnymi 150 latami przemysłu.




KALIFORNIA MUSI NAUCZYĆ SIE ZYĆ POD WODĄ!
Tu nie chodzi o lód ale o rozszerzalnoość cieplną wody. Większa śerdnia temperatura wody oznaczy jej większą objętość.
Spid chciał przycwaniakować, ale mu nie wyszło. Na Antarktydzie np. wystepuje ląd dla twojej wiadomości. Na tym lądzie zalega lód, czasem jego warstwa jest guba na ponad kilometr. Jeśli lód się roztopi,to woda spłynie do oceanu i podniesie się poziom wody. Proste? Czy trzeba ci to wytłumaczyc jak dziecku? Nie wmawiaj, że jak wrzucisz kostkę lodu do szklanki tyo woda się nie podniesie.
Poziom wiedzy z zakresu fizyki masz tragiczny! Pewnie opuściłeś kilka lekcji w gimnazjum. Otóż zapewniam cię, że po wrzuceniu kostki lodu do napełnionej wodą szklanki NIE podniesie się! Szok, nie? Jeżeli mi nie wierzysz, to możesz to sam sprawdzić.
Nauczyciel błądził, a tobie nie chce się myśleć. jak mała musi być kostka lodu żeby nie zauważyć podniesienia się poziomu? Nie masz napewno czasu żeby sprawdzić o ile zwiększyć kostkę lodu żebyś zauważył że poziomwody się podnosi, więc wrzuć od razu kostkę prawie tak dużą jak szklanka. Jak woda się wyleje to powiesz, że poziom w szklance się nie podniósł, bo szklanka jest ful-pełna jak była od początku?
Wtrącę się do tej dyskusji troszeczkę. Na początek chcę napisać, że to oczywiste że pod czapami lodu jest ląd. Stopnienie lodu odsłoni ląd, być może, że kiedyś ten ląd będzie nadawał się do zasiedlenia, ale nie to jest teraz ważne. Ważne jest co się stanie z oceanami po stopieniu się czap lodowych. Woda podnosi się o kilka metrów, zmienia swoją temperaturę. Wszyscy wiemy, że zmiana temperatury oceanów będzie miała kluczowy wpływ na klimat ziemi. To, że zaleje wybrzeża to jest nic, ważne to co będzie się działo z klimatem tego bym się najbardziej obawiał. PoZdro
Ten lód, który pływa po stopieniu nie podniesie poziomu wody (można to sprawdzić samemu w domu - w dawnych niesłusznych czasach uczyli o tym w podstawówce, teraz tylko na poziomie rozszerzonym w LO). Może to zrobic tylko lód, który jest obecnie na lądzie. A ważniejsza od CO2 w efekcie cieplarnianym jest woda (H2O) dokładniej para wodna, która absorbuje znacznie więcej energii cieplnej niż dwutlenek wegla. Trzeba sadzić lasy zatrzumujące wodę (przy okazji przekształcają dwutlenek węgla w tlen).
na 1 str. jest, że na biegunie płn nie było pokrywy lodowej, a na drugiej , że była przez cały rok.
Więc jak z tym lodem ?
Też zauważyłem. To obniża wiarygodność informacji.
Moze wystarczyloby zwrocic uwage na ilosc lasow kiedys, a dzis. Mam wrazenie ze to wlasnie wycinka lasow dla naszych siedlisk i przemysłu mogło zwiększyć ilość CO2 w atmosferze. Tylko co miało wpływ na zmiany naszej atmosfery wczesniej? Atmosfera i zycie naszej planety we wszechswiecie jeszcze dlugo pozostanie dla nas zagadka. Tym dluzej im mniej pieniedzy i energii bedzie angazowane w nauke.
Wreszcie przeczytałem sensowną opinię. Obieg materii na Ziemii został zagrożony właśnie masową trwającą już kilkaset lat deforestacją!!!
co wy mozecie wiedziec co bylo 15 mln lat temu? Kompletnie nic nie istnialo aby snuc jakiekolwiek przypuszczenia .Nie ma na to dowodow a badania naukowe nic nie znacza to tylko jak pisalam przypuszczenia. Czas terazniejszy jest czasem realnym.
działalności wulkanów. Człowiek produkuje nie więcej niż 1% tego gazu i nie sądzę aby przyczyniał się do ocieplenia klimatu :) Galaktyki, Gwiazdy, planety (w tym Ziemia )żyją swoimi cyklami. To, że warunki na Ziemi pozwalają nam istnieć to tylko chwilowy kaprys ... kosmosu.
nie pasażerskie? Odpowiedź w filmie: "Nie rozmawiaj o pogodzie".
I zauwazylibysmy, ze lodowce cie cofaja odslaniajac Europe itd. Tez walczylibysmy z tym i uwazali, ze to nasza wina czlowieka ???
wszyscy macie troche racji, nieststy proces nie jest az tak prosty i jednokierunkowy jak sie wydaje.
Po pierwsze zapomnieliscie o prostych i na pierwszy rzut oka smiesznych rzeczach ktore beda mialy ogromny wplyw na klimat i zmienia zycie na ziemi nieodwracalnie, np. mniejsza ilosc bialego sniegu oznacza mniejsza odbijalnosc promieni slonecznych (wlaczajac pojawienie sie nowego ciemengo koloru na antarktydzie ktora teraz jest biala) co spowoduje jeszcze weksze nagrzewanie sie atmosfery, zmiana ciezaru ziemi na biegunach spowoduje lekka zmiane osi nachylenia ziemi i czas obrotu ziemi wokol wlasnej osi. Nie bedzie to wielka zmiana, ale wystarczajaco duza by byc odczuta przez ksiezyc ktory z kolei jak widac na co dzien ma wplyw na przyplywy i odplywy. W koncu podniecienie temperatury spowoduje podniesienie ilosci pary w atmosferze co powinno wygenerowac wiekse zachmurzenie a co za tym idzie zmniejszenie ilosci promieni slonecznych dochodzacych do powierzchni ziemi (a co za tym idzie - ochlodzenie klimatu????). Zgadzam sie tez z powyzsymi tezami mowiacymi ze zmniejszenie ilosci lodu na biegunie poludniowym spowoduje ruchy tektoniczne, ale nie tylko. Zalanie wiekszych powierzcni ladu tez spowoduje nacisk na plyty tektoniczne co spowoduje kolejne male trzsienia ziemi. Jest jeszcze jedna rzecz, na ogromnych powierzcniach Rosyjskiej tajgi i tundry (i prawdopodobnie alaski i polnocnej kanady tez) - o czym nikt nie pamieta, a co stanie sie akceleratorem calego procesu ogrzewania klimatu - znajduja sie bardzo organiczne grunty, ktore jeszcze nie przeszly do konca procesu humifikacji (tworzenia gleby z mieszaniny czasek organicznych i mineralnych) co oznacza ze zawieraja w sobie ogromne ilosci metanu. Metan ten jest utrzymywany w glebie tylko i wylacznie z powodu niskich tmperatur i wiecznej pokywy lodowej. Grunty te sa calkowicie zamarzniete jak do tej pory, niestety lekkie ocieplanie klimatu powoduje powolne odmarzanie i uwolnienie ogromnych, powtarzam ogromnych ilosci gazow szklarniowych do atmosfery. Nazwal bym to zlotym strzalem... potem juz bedzie tylko inaczej niz dotychczas...
"stop ekologom" spytał o znaczenie 150 lat historii przemysłu w kontekście zmian klimatu i obiegu CO2 ? ... Patrząc szerzej i nie ograniczając się jedynie do roli postępującego uprzemysłowienia jako czynnika poprzez który człowiek wpływa na środowisko geograficzne, należałoby rozpatrzyć wiele apsektów/przejawów ludzkiej działalności, by móc ostatecznie dojść do odpowiedzi czy te 150 lat to mało, czy dużo... Czy stopienie się 10 000 lat temu lądolodu z ostatniego zlodowacenia i podniesienie się na drodze izostazji półwyspu Skandynawskiego uwolnionego od mas lodu, czego przejawem jest np. dzisiejsze oddalenie od linii brzegowej np. Szwecji wielu średniowiecznych osad portowych o kilka kilometrów to dużo czy mało? Jaka miarą mierzyć takie zjawiska? Może miarą ludzkich korzyści? W klimacie Ziemi w zależności od przyjętych metodologii badawczych widzi się, bądź nie, przeróżne cykle. Ostatnie 2 mln lat, to ochłodzenia liczne w setkach czy dziesiątkach tysięcy lat i również długie, rozdzielające je ocieplenia klimatu ... czyli zlodowacenia (glacjały) i ocieplenia (interglacjały). Teraz, w obrębie tych okresów, znów można wskazać na ochłodzenia i ocieplenia. Ostatnie 10 000 lat, nazywane holocenem, to wiele krótszych etapów klimatycznych, choćby wyraźnie cieplejszy okres atlantycki sprzed ok 5000 lat, czy wyraźnie chłodniejszy czas tzw. małej epoki lodowej, która zaczęła się gdzieś w okolicach XIV wieku, a jej maximum ochłodzenia przypadło na koniec XiX w. No i ostatnie 150 lat ... Badania izotopów tlenu, co2, obserwacje klimatologiczne, bardzo istotne, bo oparte na długich ciągach pomiarowych, wreszcie badania pośrednie - sedymentologiczne, hydrologiczne, geomorfologiczne wskazują na jedno ... "robi się cieplej" mówiąc kolokwialnie :-) I jednocześnie podkreśla się rolę człowieka, który poprzez postęp cywilizacyjny dokonuje niejako wpływa na te naturalne procesy obiegu ciepła na Ziemi. A wpływ ten mierzony jest nie tylko emisjami gazów cieplarnianych, ładunkiem pary wodnej i co2 wprowadzanym "ekstra" do atmosfery, ale i poprzez ograniczanie pow. lasów, zaburzaniem obiegu wody, dostawą zanieczyszczeń do wód itd... Człowiek kompletnie zmienił procesy np. erozji rzecznej, a zmiany jakich dokonał w przeciągu ostatnich 150 lat w tym zakresie wielokrotnie przewyższają rolę czynników naturalnych. Myslę, że obecnie jesteśmy na etapie, kiedy coś zaczynamy sobie uzmysławiać, my jako mieszkańcy tej planety... w tym wypadku fakt, że możemy "ostro namieszać" w klimacie Ziemi. Jedni krzyczą o tym głośniej (ekolodzy), drudzy udają, że chodzi tylko o kasę (cynicy). Za kolejne 150 lat może okazać się ... że nie ma czego ratować ...
Wszystko to pięknie, ale mój tok rozumowania był jakby trochę inny...
Jeśli nie możemy wyjąć Antarktydy z pod wody, bo jesteśmy technicznie na to za słabi to czy jesteśmy w stanie temu przeciwdziałać, jeśli np Antarktydzie przyjdzie do głowy się wynurzyć na skutek skomplikowanych powiązań termicznych, hydrologicznych, geomorfologicznych, glacjalnych, interglacjalnych i wielu, wielu innych (jak zwał tak zwał)? I co ma do tego człowiek ze swoimi 150 latami przemysłu, erozji rzecznej, wycinki lasów itp?
A propos cynizmu: pragnę zauważyć, że za 150 lat nie będzie już ani mnie, ani moich dzieci ani ich wnuków (nawet jeśli średnia życia zbliży się do setki - choć biorąc pod uwagę czekające nas kataklizmy - będzie raczej gorzej). Los moich pra pra pra wnuków raczej mało mnie obchodzi bo ich nie znam i raczej nie poznam a jeśli warunki zewnętrzne na to nie pozwolą to nigdy się nie urodzą. Jakby tego było mało, to mój ślad pamięciowy w ich DNA będzie raczej niewielki - w piątym pokoleniu zaledwie 1/32 zakładając że wogóle ktoś przedłuży moje geny. Prawdopodobnie w puli genów moich potomków znajdą się także geny tych, których dzisiaj naprawdę nie lubię, a więc bilans zysków i strat jest doprawdy niewielki lub bliski zeru. I z tego powodu mam nie jeździć samochodem, czytać tylko w dzień i nie pisać bzdurnych postów (podobno jedno tylko "googlnięcie" produkuje takie ilości CO2, że doprawdy, dziwię się ekologom, że wogóle to czynią)?
Przy okazji chciałbym podziękować, bo nie wiedziałem, że pisałem o zjawisku "izostazji". A teraz już wiem. Przy okazji okazało się, że zjawisko to generuje kolejne zjawiska takie jak transgresja/regresja morska - co każe mi wierzyć w słuszność moich wywodów, bo choć nie znam tych wszystkich nazw i terminów naukowych to mam takie wewnętrzne przekonanie o istnieniu rzeczy przezeń opisywanych...
Gdyby każdy tak przejmował się swoimi dziećmi, wnukami jak ty to wszystkie gatunki wymarły by dawno temu. Żyjemy po to aby się rozmnażać, a nie wypisywac bzdury na forum. Taki jest nasz cel tu na ziemi, czy tego chcesz czy nie. Jeśli myślisz inaczej tzn. ,że masz zaburzony pogląd na siebie i otoczenie, więc aotomatycznie nie powinno się twojego zdania brać pod uwagę.
DDT, to było do Ciebie ale wskoczyło w wątek główny, nie szkodzi. Opcja "kopiuj, wklej i znów CO2 więcej" Bez urazy.
Kiedy żyjemy w ukształtowanym świecie, akceptując w mniejszym lub większym stopniu jego założenia, kierując się ogólnie przyjętymi normami, to nie ma większej frustracji niż sytuacja, w której ktoś (lub coś) pokazuje nam, że istnieje inne (niekoniecznie lepsze ale inne) postrzeganie rzeczywistości. Sytuacja staje się dramatyczna w chwili, gdy nasz mózg zaczyna wysyłać sygnały, że to inne postrzeganie może (nie musi) prowadziś do odmiennych niż nasze wniosków, całkowicie wywracając do góry nogami nasze dotychczasowe przekonania. Naturalnym mechanizmem obronnym jest wtedy ślepe i uparte trwanie "przy swoim", bez prawa dyskusji, polemiki, za to z prawem do takiej czy innej eksterminacji. To dlatego Chrystus został ukrzyżowany przez swoich pobratymców - przecież czynił im dobro ale obracał w nicość ich światopogląd ukształtowany z dziada pradziada. To dlatego nikt nie słuchał Kasandry i jej przepowiedni. Problem w tym, że o słuszności takich lub innych prawd głoszonych przekonujemy się po fakcie a nie przed lub w trakcie. Ponadto- uczciwiej byłoby powiedzieć: panowie, panie, nasi wróżbici, magowie starsi i młodsi, przepowiadają nam, że jeśli nie zmniejszymy ilości wypuszczanego CO2 to zginiemy jako gatunek. Przedstawianie zaś tzw. mocnych dowodów naukowych jest niczym innym tylko chowaniem się za parawanem nauki zbierającej dane- pożal się Panie Boże- z ostatnich kilku, no, kilkunastu dziesięcioleci i ma służyć wyłącznie wykazaniu, że Ci, którzy myślą inaczej są po prostu głupi i nie warto ich słuchać. Bo tylko głupcy dyskutują z nauką i jej faktami, prawda? Ci sami głupcy zresztą wykazali, że obowiązująca (w takim czy innym fragmencie dziejów) nauka się myli, bo np. mózg Kopernika wysłał mu w swoim czasie czytelny sygnał, że coś się nie zgadza a Kopernik postanowił zgodzić się ze swoim mózgiem a nie z obowiązującą ideologią. Proste, prawda? I jeszcze jedno: a jeśli okaże się za ,dajmy na to 150 kolejnych lat, że jedynym ratunkiem dla gatunku ludzkiego jest wzrost zawartości CO2 w atmosferze, bo ujawnią się mechanizmy o których do tej pory nie mieliśmy pojęcia to nasze pra, pra.... pra- wnuki będą nam wdzięczne czy nie? Bo mnie to doprawdy mało obchodzi.....
Daj mi chłopie nieogrniczone ilości wmiare czystej energii to zobaczysz co można zrobić
i tak sie to nie zmienia
Polecam artykuł prof. Baumana "Wiek kłamstwa". Doskonale pasuje do tego tematu. można sobie wygooglać.
wytrujemy się...
Kiedy żyjemy w ukształtowanym świecie, akceptując w mniejszym lub większym stopniu jego założenia, kierując się ogólnie przyjętymi normami, to nie ma większej frustracji niż sytuacja, w której ktoś (lub coś) pokazuje nam, że istnieje inne (niekoniecznie lepsze ale inne) postrzeganie rzeczywistości. Sytuacja staje się dramatyczna w chwili, gdy nasz mózg zaczyna wysyłać sygnały, że to inne postrzeganie może (nie musi) prowadziś do odmiennych niż nasze wniosków, całkowicie wywracając do góry nogami nasze dotychczasowe przekonania. Naturalnym mechanizmem obronnym jest wtedy ślepe i uparte trwanie "przy swoim", bez prawa dyskusji, polemiki, za to z prawem do takiej czy innej eksterminacji. To dlatego Chrystus został ukrzyżowany przez swoich pobratymców - przecież czynił im dobro ale obracał w nicość ich światopogląd ukształtowany z dziada pradziada. To dlatego nikt nie słuchał Kasandry i jej przepowiedni. Problem w tym, że o słuszności takich lub innych prawd głoszonych przekonujemy się po fakcie a nie przed lub w trakcie. Ponadto- uczciwiej byłoby powiedzieć: panowie, panie, nasi wróżbici, magowie starsi i młodsi, przepowiadają nam, że jeśli nie zmniejszymy ilości wypuszczanego CO2 to zginiemy jako gatunek. Przedstawianie zaś tzw. mocnych dowodów naukowych jest niczym innym tylko chowaniem się za parawanem nauki zbierającej dane- pożal się Panie Boże- z ostatnich kilku, no, kilkunastu dziesięcioleci i ma służyć wyłącznie wykazaniu, że Ci, którzy myślą inaczej są po prostu głupi i nie warto ich słuchać. Bo tylko głupcy dyskutują z nauką i jej faktami, prawda? Ci sami głupcy zresztą wykazali, że obowiązująca (w takim czy innym fragmencie dziejów) nauka się myli, bo np. mózg Kopernika wysłał mu w swoim czasie czytelny sygnał, że coś się nie zgadza a Kopernik postanowił zgodzić się ze swoim mózgiem a nie z obowiązującą ideologią. Proste, prawda? I jeszcze jedno: a jeśli okaże się za ,dajmy na to 150 kolejnych lat, że jedynym ratunkiem dla gatunku ludzkiego jest wzrost zawartości CO2 w atmosferze, bo ujawnią się mechanizmy o których do tej pory nie mieliśmy pojęcia to nasze pra, pra.... pra- wnuki będą nam wdzięczne czy nie? Bo mnie to doprawdy mało obchodzi.....